Parentyfikacja, kiedy za wcześnie musisz dorosnąć…

with Brak komentarzy

Gdy dziecko musi być rodzicem

Czym jest parentyfikacja? To sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Oczywiście jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne. Rodzice, cóż… albo piją, albo są „nieobecni”, albo niezaradni i niedojrzali, albo agresywni, a często wszystko naraz. O parentyfikacji pisała Katarzyna Schier w swojej książce „Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie” (zachęcam do przeczytania, choć napisana jest nieco naukowym językiem).

Rodzaje parentyfikacji

Instrumentalna, kiedy dziecko staje się opiekunem rodzica, kiedy ten jest chory, stary czy niedołężny, dziecko opiekuje się rodzeństwem, czasem jest zmuszane do „zarabiania” (poprzez prostytucję, dodatkowe prace, kradzieże).

Emocjonalna, kiedy dziecko staje się buforem, mediatorem w konfliktach rodzinnych; kiedy dziecko musi być „terapeutą” swojego rodzica lub rodziców, który np, cierpi na depresję lub inne zaburzenie (może go rozśmieszać, ratować, pocieszać, szukać wsparcia dla niego); kiedy dziecko staje się nieświadomym (lub co gorsza) świadomym partnerem rodzica, kiedy jego związek małżeński jest daleki od ideału, kiedy jest samotny, opuszczony lub niezadowolony ze swojego życia (również seksualnego).

Zdrowa vs niezdrowa parentyfikacja

Według autorki parentyfikacja może być również zdrowa (trudno mi to sobie wyobrazić), ale każdy kij ma dwa końce. Choć rzeczywiście może ona spowodować wzrost odpowiedzialności u dzieci (później już dorosłych), empatii, może czasem samooceny (kiedy jest adekwatnie doceniania i nienadużywana). Parentyfikację łatwo „wyczuć” (też u najstarszych dzieci z rodzeństwa), kiedy jest do zrobienia jakieś zadanie w zespole. Takie osoby biorą na sobie odpowiedzialność za wykonanie zadania (mimo, że cała grupa powinna pracować), mogą też przeżywać nieadekwatne poczucie winy, kiedy coś się nie uda, pójdzie nie tak, projekt będzie zawierał błędy, Poczucie winy i „samokaranie się” to cena, jaką płaci dziecko, a potem już dorosły człowiek za nadmierną odpowiedzialność, którą dostał od swoich rodziców. Za brak poczucia bezpieczeństwa i zadania ponad swoje siły.

Destrukcyjna parentyfikacja to nadużycie i agresja wobec dziecka. Powoduje deprywację. czyli niezaspokojenie jego potrzeb, przekraczanie granic (czasem tez cielesnych, przy nadużyciach seksualnych, a na pewno emocjonalnych), czasem wiąże się z maltretowaniem fizycznym. Dziecko nie ma kontroli nad sytuacją, swoim rodzicem czy sobą samym, targają nim sprzeczne uczucia, czasem aż do wieku dorosłego nie uświadamia sobie, że było ofiarą nadużycia swoich opiekunów. Parentyfikacja dzieje się często na poziomie nieświadomym, w subtelnym przekazie „bez ciebie sobie nie poradzę”, „jesteś lepszy niż twój ojciec”, „umrę przez ciebie, do grobu mnie wprowadzisz”, „zobacz, jak mamusia cierpi przez ciebie”, „jestem taka samotna, zaopiekuj się mną”. To zrzucanie na dziecko odpowiedzialności za swoje życie, troski, nieudane małżeństwo, samotność, biedę, nieskończone studia etc. Przykłady można mnożyć i nie chodzi o konkretną sytuację, za którą rzekomo dziecko jest odpowiedzialne, ale o „ciężar” tego co ono słyszy, czuje, przeżywa i czego doświadcza we własnym domu. Dziecko takie najczęściej nie ma wsparcia znikąd, jest potwornie osamotnione, czuje się winne tej sytuacji, myśli, że nie jest wystarczająco dobre, skoro mama jest nieszczęśliwa, tata pije, a w domu się nie przelewa. Jego poczucie winy nie pozwala zwrócić się do nikogo o pomoc, zresztą wiele osób (także z rodziny) „przymyka na to oko” lub co gorsza uważa, że tak powinno być, wierząc w przekaz, że „to dzieci opiekują się dorosłymi”…

Kto jest zagrożony?

Dzieci rodziców chorych fizycznie i psychicznie (schizoferenia, depresja, zaburzenia osobowości w tym borderline), dzieci samotnych rodziców (z powodu śmierci drugiego opiekuna lub rozwodu), dzieci rodziców skonfliktowanych lub w trakcie rozwodu, dzieci alkoholików i osób uzależnionych, dzieci z rodzin ubogich, eurosieroty, dzieci imigrantów (mogą być używane np. by kraść lub tłumaczyć coś w urzędach), jedynacy, dzieci z rodzin, gdzie jest niepełnosprawne rodzeństwo, dzieci rodziców bardzo młodych.

Parentyfikacja często pojawia się w rodzinie, gdzie wystąpiła jakaś „nieprzepracowana” (nieopłakana / nieprzeżyta / nienazwana) strata, np. śmierć dziecka (też nienarodzonego).

Konsekwencje i skutki

  • wytworzenie tzw. fałszywego „ja” (stworzenie w umyśle, emocjach i zachowaniu cech nieprawdziwych, ale wymaganych przez otoczenie, coś jak zrobienie z siebie „Siłacza czy Herkulesa”), co w konsekwencji może powodować rozwój zaburzeń psychosomatycznych (jak np. astma czy bóle). Swoją drogą niezła sprzeczność – Siłacz z astmą lub bólem kręgosłupa.
  • aleksytymia, czyli zaburzenie regulacji i rozpoznawania emocji, nieodczuwanie niektórych emocji, a w konsekwencji „zamrożenie” ciała.
  • powstawanie pierwotnych mechanizmów obronnych, w tym dysocjacji, czyli rozszczepienia, która objawia się m. in. idealizowaniem niektórych osób i deprecjonowanie innych – bez względu na ich realne cechy, silnymi wewnętrznymi konfliktami, poczuciem „dwoistości” samooceny (od bardzo wysokiej do wręcz dramatycznie niskiej).
  • wytworzenie osobowości narcystycznej (tzw. „uraźliwy narcyz”) lub masochistycznej
  • zahamowanie procesu separacji – indywiduacji (częste u DDA), tj. brak uniezależnienia się od rodziny pochodzenia; wspólne sprawy, mimo bycia dorosłym; niezakładanie własnej rodziny; przedkładanie potrzeb bliskich (np. rodziców) ponad swoje; w skrajnym przypadku odczuwanie tego co inni członkowie rodziny, zamiast własnych autonomicznych emocji.
  • zaburzenie relacji psychika  – ciało, czyli zaburzenia psychosomatyczne (astma, alergie, choroby kardiologiczne, wrzody, choroby dermatologiczne i inne). Najlepiej pod tym względem jest zbadana astma.
  • depresja i myśli samobójcze
  • ogromny wstyd i poczucie winy (nieadekwatne do „przewiny” i sytuacji)
  • izolacja społeczna i poczucie osamotnienia.

Relacja psychika – ciało

Obraz ciała tworzy się u dziecka do 7 roku życia.

Na obraz ciała składają się:

  • świadomość ciała,
  • granice ciała
  • stosunek do ciała (tj. zadowolenie z niego).

Relacja matka – dziecko tworzy się poprzez ciało / skórę. Dziecko odczuwa postawę matki do niego (miłość, ciepło vs obrzydzenie, nienawiść czy wrogość). W relacji matka – dziecko ogromną rolę odgrywa dotyk – może dawać przyjemność, ból, strach, przerażenie lub błogość i przyjemność. To podwalina tworzenia relacji z innymi.

Osoby „zarażone genem parentyfikacji”:

  • nie lubią własnego ciała (również jego funkcji, jak oddychanie, wydalanie, zapach)
  • są bardziej skupione na swoim wyglądzie
  • bardziej kontrolują swoją wagę (sprawdzają w ten sposób swój wizerunek, również w oczach innych, tzn. jakie wrażenie wywierają na innych)
  • mają poczucie niesprawiedliwości (” to było ponad moje siły”)
  • mają tzw. blokady w ciele, tj, bóle, przykurcze, napięcia, częste stany zapalne
  • źle traktują swoje ciało (głodzą się lub objadają, samookaleczają, przepracowują, wreszcie chorują…).

    Pomoc

    Po pierwsze trzeba NAZWAĆ zjawisko (uświadomić sobie problem) i nazwać swoją relację z rodzicami, tzn. stwierdzić czy w twojej relacji, z którymś z opiekunów mogło wystąpić zjawisko nadmiernego obciążania problemami ponad twoje siły (oczywiście mówimy tu o dzieciństwie). Potem trzeba STWORZYĆ nowy obraz siebie (tu już jest „robota” terapeuty podczas sesji). Konieczne jest też OPŁAKANIE straty i żałoba nad „utraconym dzieciństwem”, po tym powinno nastąpić WYBACZENIE sobie, praca nad SEPARACJĄ – INDYWIDUACJĄ, tj. oddzieleniem emocjonalnym od rodziców (to praca ze swoim wnętrzem, emocjami, przekonaniami, lękami, poczuciem winy, odpowiedzialności, kontrolą itp.). Następnie „ODZYSKANIE” ciała, godności (tj. odpuszczenie bycia zależnym, „niewolnikiem” opiekuna), stworzenie dla siebie nowej historii, tj. NARODZINY  prawdziwego, realnego „Ja” i odpoczynek w towarzystwie odpowiedzialnego dorosłego (np. terapeuty, partnera, przyjaciela, przyjaznej babci, grupy). Terapia polega na stworzeniu nowej TOŻSAMOŚCI, opłakaniu i pogodzeniu się z traumatyczną sytuacją z przeszłości, nawiązaniu bezpiecznej relacji z terapeutą, która będzie podstawą kolejnych, już zdrowych relacji.

Czy można sobie pomóc samemu?

Szczerze nie wiem, a w zasadzie wiem…. można próbować, oczywiście jest bardzo dużo warsztatów, szkoleń, książek. Niestety nie zastąpią one jednego, bezpiecznego i „dobrego” obiektu, który pomoże przejść przez wszystkie ww procesy. Niestety bardzo często osobami, które były „rodzicami swoich rodziców” rządzi przymus powtarzania, tj. wybierają oni partnerów, przyjaciół czy zawody, w których są używani i wykorzystywani przez innych. Wykonują pracę ponad swoje siły i odczuwają ogromne poczucie winy, kiedy coś zawalą. Niestety ofiara wykorzystywania rodzicielskiego (czyli po prostu przemocy) jest w dorosłym życiu często swoim własnym wrogiem (odczuwa nadmierne poczucie winy, stosuje samokaranie się w postaci: myśli samobójczych, zachowań autodestrukcyjnych – np. wypadki samochodowe, wybór agresywnych partnerów, wykańczającej pracy itp.). Uważam, że w przypadku tak ogromnej traumy, jaką jest parentyfikacja wręcz niezbędna jest pomoc terapeuty.

Herkules czy Syzyf?

Autorka książki nt parentyfikacji porównuje Dorosłe Dzieci do Heraklesa, który potrafił dokonać niemożliwego. Zastanawiam się jednak, czy takiemu dziecku nie jest bliżej do  Syzyfa, który wciąż i stale toczy swój kamień. Wprawdzie ma do tego siłę, jednak jego praca jest bezowocna i bezsensowna, a napewno niedoceniona i do tego „za karę”. Czy nie jest podobnie w przypadku Dorosłych Dzieci? Żadne dziecko nie jest w stanie „uratować” swojego rodzica… Jak uważacie?

big_dorosle_dzieci

 

 

 

Follow Sylwia Wilk:

Psycholog, psychoterapeutka, pasjonatka ludzi i drugiego człowieka.

Leave a Reply