Mity nt terapii

Mity nt terapii

with Brak komentarzy

Mit I – To dla ludzi słabych

Czym dla Ciebie jest słabość? Szukaniem siebie i uświadamianiem sobie powodów swoich zachowań i reakcji na innych? Odreagowywaniem, zamiast życiem? Byciem owładniętym przez (nieświadome) mechanizmy obronne? Dla mnie siłą jest konfrontacja ze swoim CIENIEM,   słabościami, nieświadomymi zachowaniami, tym jak inni na mnie reagują i czy moje zachowanie może ich ranić. To nauczenie się walczenia  o swoje potrzeby i stawiania ZDROWYCH granic. Dodam więcej – wszyscy na tym zyskują: otoczenie, rodzina, współpracownicy, nasze dzieci, świat.

Mit II – Terapia trwa bez końca

Hmmm, ciekawe skąd taki pomysł i przypuszczenie. To prawda, że człowiek jest zbyt złożoną istotą, by od razu wiedzieć jak dużo czasu zajmie dotarcie do nieświadomości i zrozumienie siebie, ale… są przecież terapie krótkoterminowe, gdzie terapeuta umawia się np. na 10 sesji, po których już widać zmianę. Terapia ma początek i koniec. Mądry i profesjonalny terapeuta nie pozwoli Ci się „uzależnić” od spotkań, o to się nie martw. Warto porozmawiać z nim też o tym, że obawiasz się, że terapia nigdy się nie skończy. Może to być Twoje  przekonanie, że jesteś tak „trudnym przypadkiem” lub obawiasz się związania / przywiązania do kogoś i stąd taki lęk w Tobie.

Mit III – To dla ludzi, którzy nie mają z kim porozmawiać

Hmm, nie widzę związku. Oczywiście zależy, z jakim problemem się zgłaszasz do terapii. Jeśli kłopotem jest samotność, to rzeczywiście zgłosiłeś się, ponieważ nie masz z kim porozmawiać. I wiesz co – dokonałeś jednego z lepszych wyborów w swoim życiu. Mało osób  wie o istnieniu mechanizmów obronnych (takich nieświadomych tworów, które zniekształcają widzenie świata, siebie i innych). Opowieść o najbardziej intymnych i bolesnych szczegółach swojego życia należy powierzyć osobie, która z racji własnej terapii nie będzie rzutować na Ciebie swoich problemów, emocji a co za tym idzie przekonań (nazywa się to mechanizmem projekcji). Szczególnie paskudne, raniące i wredne „zwierzę” (mam na myśli projekcję i inne mechanizmy obronne). Ja osobiście nie mam ochoty, ani gotowości do bycia obiektem czyichś projekcji. Koniec i kropka. I uwierzcie z przyjaciółmi, znajomymi fajnie się rozmawia  o sprawach neutralnych, chętnie  dostaje się pocieszenie / wsparcie lub potwierdzenie naszych poglądów, ale czasem niewiele to wnosi do życia na głębszym poziomie. Słowa „weź się w garść”, „przesadzasz”, „będzie dobrze” wynikają z bezradności ludzi i z tego, że nie poradzili sobie oni z masą własnych frustracji, relacji i problemów. Kto raz „dotknął” terapii jako uczestnik, obserwator (np. oglądając serial „In Treatment” lub polski „Bez tajemnic”) pozna, poczuje i doceni różnicę. Tak, terapeuta również musi przejść własną psychoterapię i też ma swoje własne ludzkie problemy:)

Mit IV – To dla wariatów

Cóż rzec? Ponoć wszyscy jesteśmy „nienormalni”, ale tylko niektórzy zdiagnozowani. Co oznacza słowo „wariat”? To człowiek chory psychicznie, obłąkany, zachowujący się nieobliczalnie. Ta definicja pasuje do 2 typów jednostek chorobowych: schizofrenii i silnych zaburzeń osobowości. Słowo „varius”, od którego wzięło się słowo „wariat” znaczy też „inny, różny” i w jakim sensie jest to prawda. Terapia osób cierpiących na schizofrenię wygląda inaczej, niż klasyczna opisywana przez mnie. Zaś terapia zaburzeń osobowości (w zależności od ich głębokości) często poprzedzona jest pobytem na oddziale psychiatrycznym. Stan psychozy (odrealnienia), jakiego często doświadczają osoby chore na schizofrenię, borderline czy czynnie uzależnione jest wg mnie najbliższy definicji słowa „wariat”. Klasyczny „wariat” nie ma świadomości swojej choroby czy zaburzenia (wynika to z jego psychozy / odrealnienia), dlatego nigdy nie zgłosi się na psychoterapię. Brak świadomości = poczucie, że to świat jest zły i okropny = leczenie w innych warunkach, niż gabinet terapeuty (często szpitalne, przynajmniej na początku choroby, ewentualnie do momentu dobrania odpowiednich leków i postawienia rzetelnej diagnozy). Jednym słowem żaden „wariat” sam nie zgłosi się na terapię.

Mit V – Terapia jest nienaukowa

A medycyna jest naukowa? Jasne, że jest. Żeby zostać psychoterapeutą musisz najpierw skończyć studia na jednym z trzech kierunków (medycyna, psychologia, czasem pedagogika), potem odbyć co najmniej 4 – letnie szkolenie  w wybranym nurcie terapeutycznym (psychodynamicznym, psychoanalitycznym, systemowym, poznawczo – behawioralnym lub Gestalt), poddać się własnej wieloletniej psychoterapii oraz superwizji. Nie, to wcale nie ma żadnych naukowych i zbadanych podstaw… Miliony ludzi poddaje się codziennie psychoterapii i nie widać żadnych efektów i zmian… Badania naukowe są, były i będą, wystarczy choćby zajrzeć do kilkutomowego podręcznika psychologii pod redakcją profesora Jana Strelau’a lub podręcznika psychoterapii pod redakcją Lidii Grzesiuk.

Mit VI – Poczuję się gorzej

A teraz czujesz się dobrze? A tak serio, to skąd taka obawa – z obiegowych opinii, przekonań, doświadczeń innych ludzi czy lęku przed zmianami? Tak, zdarza się, że podczas terapii zaczynasz sobie uświadamiać różne niekomfortowe sytuacje, relacje czy własne zachowania i wtedy ma prawo pojawić się gorsze samopoczucie. Jest ono drogą do wyleczenia i uzyskania zdrowia psychicznego. Jeśli przemywasz ranę wodą utlenioną czy innym specyfikiem też boli (przynajmniej na początku), bo boleć musi… Czyścisz to coś, co nagromadziło się przez wiele dni, miesięcy, lat. Nie obawiaj się, ból nie trwa wiecznie, często jest chwilowy i po nim następuje ogromna ulga. Piszę to z doświadczenia własnego oraz obserwacji klientów. Zaufaj, wszystko minie, gorsze / złe samopoczucie też:)

Mit VII – Wszyscy terapeuci są tacy sami

A czy wszyscy lekarze, panie z Biedronki, kosmetyczki, mechanicy samochodowi są tacy sami? Każdy z nas ma jakiś charakter, osobowość, doświadczenie, przeszłość. Ilu terapeutów tyle własnych dróg życiowych, zawodowych, rozwojowych, wątków rodzinnych i innych. Da się znaleźć dobrego terapeutę, czyli takiego z którym będzie nam po drodze, który nas zrozumie, kiedy zajdzie potrzeba skonfrontuje z „cieniem” i pomoże w dostrzeżeniu i wprowadzeniu zmian. Terapeuci, prócz tego, że różnią się płcią, to wybierają również różne drogi zawodowe i nurty / szkoły terapeutyczne w zależności od tego, do jakich pacjentów im bliżej, w czym czują się bardziej kompetentni i profesjonalni. Terapeuta skupiony na efektach przeszkoli się w terapii poznawczo – behawioralnej (najskuteczniejsza w przypadku lęków i depresji). Terapeuta analizujący przeszłość oraz dzieciństwo i pomagający pacjentowi zrozumieć źródło cierpienia, zaburzeń, kłopotów w relacjach, związkach, problemów z samooceną czy samotności ukończy szkołę w nurcie psychodynamicznym lub psychoanalitycznym. Terapeuta, zajmujący się relacjami rodzinnymi, wzorcami komunikacji, konfliktami, przyczynami problemów z zachowaniem dzieci i młodzieży ukończy szkołę w nurcie systemowym / rodzinnym. Ja osobiście skłaniam się ku terapii  psychodynamicznej oraz systemowej, z elementami myślenia poznawczo – behawioralnego. Każda szkoła terapeutyczna ma w swoim programie moduły z wszystkich powyższych nurtów, więc w zasadzie każdy terapeuta zapoznał się z myśleniem każdej szkoły, ale jednej lub dwóm pozostaje wierny. Są badania, które wskazują, że w procesie terapeutycznym najważniejsza jest nie szkoła jaką ukończył psychoterapeuta, ale jego osobowość i relacja z klientem tzw. przymierze terapeutyczne. Polecam książkę Jeffrey A. Kottler;„Skuteczny terapeuta”.

Mit VIII – To tylko gadanie

To zależy od tego, jaką metodę stosuje terapeuta. Ja stosuję rozmowę (a także analizowanie marzeń sennych, wolne skojarzenia), czasem posługuję się zadaniami domowymi ( w przypadku rodzin i par). Są terapeuci, którzy stosują metody ruchowe (np. choreoterapia), rozpisywanie emocji i myśli oraz reakcji w ciele (terapeuci poznawczo – behawioralni). Terapeuta Gestalt może zaproponować scenki czy psychodramę. Jest wiele metod i ich modyfikacji. Faktem jest, że rozmowa jest najbardziej popularną i klasyczną metodą psychoterapii (nie mylić z leżeniem na kozetce). Słowo to obraz, obraz w głowie, myśli, wyobraźni, ma największą siłę przekazu, więc dlaczego jej nie użyć skoro działa, przynosi efekty (w tym wgląd i ulgę), pomaga zrozumieć siebie, innych, swoje relacje i zachowania. Inną z metod terapeutycznych jest nazywanie emocji klienta… powiesz oczywiste, a ja odpowiem niekoniecznie. Jeśli przez wiele lat nie pozwalano Ci odczuwać jakiejś emocji, nie znaczy to, że jej nie przeżywasz, ale za to nie umiesz jej nazwać / zobaczyć u siebie, partnera, dziecka. Ona mimo wszystko rządzi Twoim życiem, a Ty totalnie nieświadomie pozwalasz jej kierować swoimi zachowaniami. O tak, słowo ma moc…

Follow Sylwia Wilk:

Psycholog, psychoterapeutka, pasjonatka ludzi i drugiego człowieka.

Leave a Reply